Symulowanie życia

Dzieciaki fascynują się prawidłami rządzącymi naszym światem i nawet jeśli jęczą, że fizyka jest nudna, to z wielkim zainteresowaniem testują kolejne maszyny w Centrum Nauki Kopernik lub w dowolnym muzeum techniki. Stąd bierze się też wydawałoby się nieskończona popularność serii The Sims, która odzwierciedla codzienne życie, z chodzeniem do pracy, myciem się, przygotowywaniem sobie jedzenia oraz przede wszystkim nawiązywaniem więzi społecznych. Co jednak się dzieje, gdy dzieci dostają do rąk dużo bardziej specjalistyczne symulatory? Przekonałem się o tym na trzech pozornie niszowych tytułach, które jednak wśród znajomych dzieciaków cieszą się sporą popularnością.

Gra Symulator Farmy pokazuje, w jaki sposób wygląda codzienne życie w gospodarstwie wiejskim.

Gra Symulator Farmy pokazuje, w jaki sposób wygląda codzienne życie w gospodarstwie wiejskim.

1. O maszyniście, który jeździł koleją

Na pierwszy ogień poszedł najcięższy kaliber, czyli Train Simulator 2013. To bardzo poważna, dość skomplikowana gra, w której prowadzimy pociąg i mamy to robić jak najlepiej. Mamy do dyspozycji niewiele narzędzi, ale muszą nam one wystarczyć, żeby skład nie wychylał się zbyt mocno na zakrętach, żeby nie przekraczać dozwolonej prędkości oraz zdążyć na czas do miejsca przeznaczenia. Początkowo dzieci nie wykazują przesadnego zainteresowania niuansami pracy maszynisty, ale w miarę rozumienia kolejnych mechanizmów rozgrywki coraz bardziej się w nią wkręcają. Gra wymaga dość intensywnej opieki rodzica, który zrozumie i pokaże dziecku, na czym ona polega samouczki są absolutnie niezbędne, bo Train Simulator 2013 rzuca nas właściwie od razu na głęboką wodę i każe dojechać z punktu A do punktu B przy jak najmniejszych stratach punktowych.

Jeśli nasze dziecko lubi pociągi (a znam licznych młodych fascynatów kolei), będzie zachwycone niespieszną rozgrywką, podziwianiem krajobrazów i prowadzeniem tysięcy ton stali, potrzebujących paru kilometrów, żeby się zatrzymać. Gra gorzej jednak trafia do maluchów, którym kolej jest obojętna niewiele się tu na dobrą sprawę dzieje, a najlepszą frajdą (dość krótką przy tym) jest doprowadzanie pociągów do wykolejenia. Trzeba też podkreślić, że dziecko samo sobie tutaj raczej nie poradzi, obecność rodzica przynajmniej przez pierwszą godzinę rozgrywki jest absolutnie niezbędna.

2. Pan z młotem

W wypadku drugiej gry spodziewałem się większego entuzjazmu i zrozumienia mechanizmów rozgrywki i nie zawiodłem się, bo Symulator Demolki ma dokładnie to, czego młodemu chłopakowi do szczęścia potrzeba. Sterujemy tutaj pracownikiem firmy wyburzeniowej, oglądając akcję jego oczami i wypełniamy kolejne zadania, za które zarabiamy pieniądze i punkty doświadczenia. Nasz robotnik zdobywa nowe poziomy, firma kupuje nowe narzędzia, a dziecko zamiast strzelać do kosmitów, drąży dziury w betonowych murach. Gra ma wbrew pozorom silny sznyt edukacyjny, bo dziurawione ściany poddają się prawidłom grawitacji, więc można bardzo wyraźnie pokazać, co się dzieje, jeśli odczepimy betonową płytę od prowadnic, a potem podetniemy ją od dołu.

Nie na samych narzędziach jednak zabawa się kończy, mamy tu również do dyspozycji całą plejadę maszyn budowlanych służących do wyburzania i to tutaj frajda jest najlepsza. Sterowanie machinami jest stosunkowo skomplikowane, ale dzieci nie mają większych problemów z pojęciem tego, jak sterować osobno bazą, kabiną i długim ramieniem zakończonym młotem pneumatycznym. Dzieciakom bardzo podoba się też to, że konsekwencje nieprawidłowych działań nie są przesadnie bolesne rozpoczęcie poziomu od nowa to nic takiego, a przed spadającym na głowę gruzem naszego robotnika chroni kask. Młodzież zresztą niechętnie wykonuje założenia misji, ze znacznie większą werwą oddając się sprawdzaniu, co się stanie, jak tę konstrukcję podetniemy z tej strony, a potem jeszcze wysadzimy ten słupek tutaj. Symulator Demolki zachęca więc do eksperymentowania i już to stanowiłoby wartość samą w sobie. Dzieciaki jednak (jak w każdej grze) starają się swoją postać intuicyjnie rozwijać, a ten moduł przygotowany został tutaj dobrze. Gra jednak nie trafia do dziewczynek (przynajmniej tych, które kochają różowe koniczki), chwilowe zainteresowanie to wszystko, co udało mi się wykrzesać z mojej sześciolatki. Polecałbym ten tytuł chłopakom od III klasy podstawówki w górę.

3. Farma żyje

Jeśli miałbym wskazać jedną jedyną dziedzinę życia, która fascynuje dzieci najbardziej, powiedziałbym, że jest to zagadnienie, skąd bierze się jedzenie. Trudno wyjaśnić słowami pochodzenie bułki kajzerki, dlatego najlepiej posłużyć się pomocami naukowymi. A najlepszą z nich wydaje się Symulator Farmy, gra o prowadzeniu gospodarstwa, traktująca temat z bardzo dużą szczegółowością.

Zanim dziecko wybierze się w radosne rajdy traktorem czy kombajnem, dobrze je najpierw przegonić przez serię samouczków, wyjaśniających, na czym polega zbieranie zboża i jak działa kultywator. Gdy już przekażemy młodzieży podstawowe zasady rozgrywki, okazuje się, że nie mogą się od swojej farmy oderwać, bo gra wprawdzie odbywa się na pewnym poziomie umowności, ale z drugiej strony liczba szczegółów sprawia, że dziecko ma poczucie, jakby faktycznie prowadziło własne gospodarstwo. Sprzyja temu spora ilość mikrozarządzania: tu nie wystarczy po prostu wydać polecenia zaorania pola, trzeba samemu zapakować się do traktora, podczepić odpowiednie narzędzie, a potem jeździć tam i z powrotem, aż osiągniemy pożądany efekt. Dzieci nudzą się powtarzalnymi czynnościami, dlatego też można ten proces częściowo zautomatyzować i przekazać traktor wynajętemu pracownikowi. Tu zaczynają się kłaniać podstawy ekonomii, bo pracownikom trzeba płacić pensje, a zarabiamy na odwożeniu zboża i zwierząt do skupu. Zrównoważenie wydatków i przychodów to dla dziecka zajęcie dość abstrakcyjne, stąd też miejscami może się okazać konieczna porada rodzica, który powie, czy warto inwestować w nową maszynę, czy może lepiej zebrać trochę więcej pieniędzy. Symulator Farmy to ważne równie dobrze trafia do chłopców, jak i dziewczynek. Mamy tu połączenie wszystkiego, co lubią obydwie płcie: wielkie maszyny i zależności pomiędzy nimi z jednej strony; doglądanie gospodarstwa z drugiej.

Symulatory to zatem niezły pomysł na wciągnięcie naszego dziecka w mądrzejszą rozgrywkę niż naciskanie spustu czy skakanie po platformach. Trzeba jednak poświęcić sporo czasu, żeby razem z potomstwem zrozumieć zasady rządzące symulatorami i stanowić dla dzieci pomoc, gdy już zaczną grać na poważnie.

Jakub Kowalski

Zobacz również: Tak pracuje kamera GoPro HD

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Rozrywka:

5 błędów rodziców Odrobina ruchu Rozrywka dla całej rodziny Chwila oddechu dla mamy Cyfrowe imperium Walta Pasja zbierania niczego Dzieci lubią się ścigać! Wspólne granie Ostrożnie i bez paniki. Kontrola rodzicielska w Internecie Wielozadaniowość nie istnieje Dziecko gra w MMO Nie tylko panowie Kwantyfikacja przyjemności Kreatywność w kieszeni Kryzys pasywności Ahoj, przygodo! Tęsknię za Tobą, Ezio Wam też "The Walking Dead" kojarzy się z serialem dla młodzieży? Niezwykły talent i umiejętności. Morgan Freeman namalowany palcem na iPadzie A ty kiedy ostatnio widziałeś swoich przyjaciół z Facebooka? No wciąga to PS4, wciąga 15 geekowskich szalików, które pomogą przetrwać zimę W radio PIN mówiłem o nowych konsolach Top 8 gier, w które grają twoje dzieci... a nie powinny